czwartek, 22 marca 2018

Ciut skomplikowane losy Dumki

Choć pod poprzednim postem pojawiają się wciąż gratulacje za udaną adopcję Dymka i Dumki, ci, którzy śledzą losy zwierzaków Za Moimi Drzwiami na fejsie, wiedzą, że inaczej się to ułożyło.
Czasem mimo najlepszych chęci nie jest tak, jak byśmy sobie tego życzyli.
Dumka nie trafiła do serca Basi, tym bardziej że, co decydujące, ono należało już do kogoś innego: do dwóch czarnych, nieufnych, trudnych przypadków, w tym jednego na trzech łapkach! Tak, do Dymka w niesamowitym domu Basi i jej męża dołączył Bonifacy i tę adopcję zawsze będę wspominać z rozrzewnieniem, bo jest tak piękna, że aż nierzeczywista! Dwa dzikusy razem! Znaleźć dom dla jednego takiego to sztuka, a dla dwóch - razem, i to taki dom!
Tak być miało i być musiało, bo Basia od początku chciała dać dom im dwóm, i na tym koniec i kropka. Tylko jedna w tym łyżka dziegciu: Dumka, która wróciła do kociego pokoju. I choć nie chciałam nikogo epatować jej smutkiem, to nie da się ukryć, że smutna była... 
Pierwszą dobę praktycznie przespała, nieskora do zabawy ani do jedzenia, co do niej niepodobne. Te trudne chwile na szczęście przeszły, minęły i Dumka zaczęła nowy/stary etap - czekania na dom. 

Widać po oczkach, że smutna...

To, czego się boję w przypadkach powrotu z adopcji kota, to przypięcie mu jakiejś krzywdzącej łatki, a to w przypadku Dumki byłoby bardzo niesprawiedliwe. To bardzo kochana koteczka; oddana, wesoła, ufna, miła, czyściutka, wymarzona dla kogoś, kto takiego kota potrzebuje. Nie jest to też żadne lelum-polelum, Dumka żyła w stadzie bezdomnych kotów i musiała sobie dawać radę. Stąd pewnie jej "zarządzanie" Dymkiem w domu u Basi, po prostu ta pani wie, czego chce i nie da sobie w kaszę dmuchać! Nie bez znaczenia był tu też charakter Dymka, bardzo strachliwego "łosia", któremu każdy kot wszedłby na głowę bez problemu. 










Obiecałam sobie, że kolejny post powstanie dopiero, gdy ta koteczka dom znajdzie i...
I dziś mogę się z tej obietnicy wywiązać!
Pojechała! Właśnie pojechała i chyba coś z tego wspaniałego przeznaczenia jednak jej kapnęło, bo również będzie miała dom z wielkim ogrodem, a nawet kawałkiem prywatnego lasu, z dala od dróg, w spokojnym miejscu. Jej ludziom specjalnie zależało, aby była z charakterem, nie żadne ciepłe kluski. :)
Kotka będzie miała uległą i spokojną koleżankę, jestem pewna, że sobie poradzą. W końcu Dumka mieszkała u mnie w jednym pokoju z Magódką, a wcześniej z dwoma kawalerami: Dymkiem i Bonifacym. I żyły one w pakcie o nieagresję, w zgodzie. 


Ech, teraz pozostaje czekać na wieści i cieszyć się nimi, bo przecież musi być dobrze! 
Cała ta historia była bardzo emocjonująca, niełatwa dla mnie ani dla nowej opiekunki Dymka i Bonifacego, ale czyż nie jest tak, że wszystko dobre, co się dobrze kończy?
Oby zawsze tak dobrze się kończyło i oby zawsze kończyło się na takich problemach jak te.


Tak czy siak, co by nie mówić, to jednak ulga i radość!
Dumka ma dom!
Bądź szczęśliwa, koteczko! 

PODPIS


sobota, 10 marca 2018

Dymek i Dumka mają wspólny domek!!!

Moje DD, czyli Dymek i Dumka, spędzały czas w kocim pokoju. Dumka postępów robić nie musiała, bo to kotka bardzo odważna i towarzyska, a Dymek pomalutku odpuszczał...









Jego szczytowym osiągnięciem było siedzenie na widoku - na parapecie, na podłodze - podczas mojej obecności w kocim pokoju. Pisałam o nim cały czas szczerze i prawdziwie. To kot nieufny, syczący na moją rękę do ostatniego dnia - kot trudny, nie dla każdego. Raczej dla konesera, który takie typy lubi. Wolę przegiąć w opisywaniu charakteru w "złą" stronę, niż wprowadzić kogoś w błąd.
Okazuje się, nie pierwszy raz, że takie koty też mają swoich amatorów, a wręcz są dla nich szyte na miarę!

********

6.03.2018 tak pisałam na moim profilu na FB.


To już nie trzymam was w niepewności i napiszę teraz jedno zdanie:





Dymek i Dumka mają wspólny dom!!!

Właśnie wracam spoza Wrocławia. Wzięłam urlop, aby osobiście zawieźć kotki. Warto!! Po stokroć warto! Wspomnieniem tego przedpołudnia będę grzać serce przez najbliższe lata. 😍😍😍 Pewnie mojej wnuczce będę opowiadać o tej wspaniałej osobie i tym cudownym miejscu, które miałam okazję poznać.
Więcej wkrótce! Dom taki, że jak to się mówi, mózg staje!

Pierwsza część opowieści o tym, jak Dumka i Dymek dom znalazły, i jaki to dom!



Basia trafiła na ZMD z cztery miesiące temu i spodobało się jej na tyle, że została. Kiedy Za Moimi Drzwiami pojawił się Dymek, coś jej w sercu drgnęło... Ostatni kot w rodzinie też był czarny. Pan mąż nie chciał najpierw o kocie słyszeć, a potem, po 11 latach, gdy nerki odmówiły kotu posłuszeństwa, pan mąż gotów był zrobić wszystko, aby go ratować, w tym szukać po całej Polsce weterynarza, który kotu nerki przeszczepi! Takie oddanie!
Basia zobaczyła Dymka, poczytała, co to za łoś* z niego - jeszcze bardziej serce jej drgnęło, bo na pogłaskanie poprzednika czekali z mężem pół roku, no i zadzwoniła do mnie.
Powiedziała zdanie, które, założę się, jest marzeniem każdej z osób szukających domu dla kotów: chciałabym adoptować kota, ale nie jednego!


Dymek miał w poprzednim DT koleżankę, z którą się dogadywał, ale niestety nie była ona już dostępna. Na szczęście wtedy pojawiła się u mnie Dumka i choć koty miłością do siebie nie zapałały, to odważna kotka miała od początku dobry wpływ na „Łosia”.

*********

Część druga opowieści o domu, w którym zamieszkał Dymek z Dumką.


To od dziś kolega Dymka-Łosia i Dumki, psiak staruszek, wyrzucony w fatalnym stanie przez swoich "wspaniałych" ludzi do lasu, gdy oślepł i stał się zbyteczny. Był w tak okropnym stanie, że nie wiadomo było, czy przeżyje. Przeszedł operację, a potem długo czekał na dom, aż dowiedziała się o nim Basia i wzięła go do siebie. W ciemno! Tylko słysząc jego historię! Myślała, że padnie na miejscu, gdy go zobaczyła, bo to terier, a teriery od zawsze były w tej rodzinie! Przeznaczenie!
Teraz ślepy staruszek ma życie jak w Madrycie. Ogromnie kocha swoich państwa.

*********

Część trzecia opowieści o domu Dumki i Dymka, zwanego Łosiem, który chyba Łosiem zostanie na stałe.




To kolejne mieszkanki tego cudownego miejsca: kurki zielononóżki! Przepiękne te stworzenia mają rajskie warunki i obiecane dożywocie! Podgrzewany kurnik! Kurki są śliczne, czyściutkie i widać, że nie boją się ludzi.
Bardzo bym chciała mieć kurkę, a raczej dwie.
Dostałam od Basi pyszne, świeże jajka! Koty za jajka - OK! Jestem na tak. :)

***********
Część czwarta będzie krótka:



Łoś i Dumka mają hektarowy ogród i dom za Wrocławiem, leżący przy bocznej, szutrowej drodze. Wkrótce będą miały klapkę w drzwiach werandy, aby zawsze mogły wejść do domu. Oczywiście na razie nie będą wypuszczane, muszą się przyzwyczaić do miejsca. Łoś na pewno dłużej niż Dumka. Gdy je przywiozłam, Dumka była gotowa do zdobywania domu, a czajnik łosiowaty zaszył się natychmiast pod szafką. Wyjdzie pewnie za parę dni. ;)
Biedak, znów musi się przyzwyczajać. Dobrze, że już ostatni raz.
Moje wychwalanie przed Basią zalet Dumki nie było potrzebne, bo to odważna i kochana kicia, ale i tak jej serce ukradł śliczny czarnuszek. Twierdzi, że takie właśnie trudne lubi! ♥️
Aż mi się chce płakać z radości!

*********

Część piąta i ostatnia!




Basia i jej mąż to ludzie z wielkim sercem. Mają cudny, spokojny dom. Basia kocha ogród i pracuje w nim z wielkiej pasji. Koty uwielbiają towarzyszyć ludziom przy pracach ogrodowych, więc mam olbrzymią ufność, że te dwa bezdomniaki zmieniły swoje życie na superdobre! Dodatkowo mają zapewnioną opiekę sąsiadki - w razie czego.
Będziemy dostawać wieści.
Już wiem, że wszystko przebiega zgodnie z oczekiwaniami: Dumka jest przebojowa, Łoś siedzi pod szafką.
Niech sobie siedzi, ile chce! Niech będzie, jaki chce! - mówi Basia! 😍
Moje zadanie spełnione i życzę sobie zawsze takiej cudnej pewności, że znalazłam swoim podopiecznym taki szyty na miarę dom.

The end!!



PS Dodatkowo Basia zbiera ptaszki, jak ja.

*I kto by pomyślał, że nazwanie kota "łosiem" załatwi mu dom. ;)

PODPIS

Edit: 8.03.2018




Nasze DD:

„Noc zapadła i przyszła pora na Łosia. Dumka śpi. Łysa się dziś wołowiną podlizała. Koty chyba zadowolone.” Jak myślicie? Dobrze się ta „Łysa” sprawuje??


EDIT: Losy Dumki i Dymka okazały się jednak bardziej skomplikowane. Dumka wróciła za moje drzwi, a jej miejsce zajął... Bonifacy!



niedziela, 4 marca 2018

Bonifacy - rekonwalescent

Kronika losów Bonifacego, ciąg dalszy.


W środę, w ostatnim dniu lutego, Bonifacy przeszedł operację amputacji lewej przedniej łapki. Zabieg przeprowadził dr Jakub Nicpoń - świetny chirurg, polecany przez opiekującą się do tej pory panią doktor Katarzynę Dulik. Wszystko się udało. Kocurek wybudził się jeszcze w klinice, spędził potem noc w klatce - dla bezpieczeństwa, a nazajutrz rano zachował się tak jak na pierwszym filmie.
Taka już jestem, że prowadzę kronikę jego rekonwalescencji, jego losów, dzień po dniu. Dobrze jest widzieć dobrą zmianę, a poza tym wierzę, że wielu ludziom, tak jak i mnie, zależy na dobru tego kota.
Poniżej filmy, każdy z trochę innego ujęcia, z czterech kolejnych dni:


Patrząc na Bonifacego, jak sobie radzi, można chyba delikatnie odetchnąć z ulgą i uznać, że lekarze i ja podjęliśmy dobrą decyzję. Niełatwą, nieodwracalną, ale mającą na względzie dobro kota - właściwą. W końcu półtora roku życia z odnawiającą się raną, z niekończącymi się zastrzykami, z bólem...
W końcu widać światło w tym tunelu. W końcu kot będzie mógł żyć normalnie! Tak - normalnie, mimo trzech łap.

Bardzo bym chciała, aby każdy, kto uważa, że można było zrobić inaczej, zachował to dla siebie, bo naprawdę łatwo ocenia się z daleka, a podejmować decyzje i brać na klatę ich konsekwencje - to już inna para kaloszy. Każdego dnia, z troską i niepokojem, zaglądam w oczy temu pięknemu, dumnemu zwierzęciu, prosząc dobry los, aby moje działania przyniosły jego życiu poprawę.

Jutro idziemy na kontrolę, marzę, aby opatrunek nie był już konieczny, bo kotek jest wyraźnie w "kubraczkowej" depresji, która spotyka wiele kotek po kastracji. Bonifacy nie ma kubraczka, a ciasno założony opatrunek, ale wychodzi na to samo. A może on po prostu tęskni za byciem kotem wolnym, za swoim osiedlem, za trawą, za przestrzenią... No cóż, tamten raj-nieraj został przez niego już trwale utracony. Znajdzie się na pewno nowy, prawdziwy, taki, gdzie kot będzie miał miłość i opiekę człowieka, już na zawsze.

Trzymajcie kciuki nadal! To jeszcze nie koniec tej historii.

PODPIS

Oprócz Bonifacego Za Moimi Drzwiami nadal mieszka jeszcze Dymek - aktualnie robiący drobne postępy w oswajaniu, i Dumka, która postępów robić nie musi, bo jest już doskonała. ;)

http://zamoimidrzwiami.blogspot.com/2018/02/kobieta-po-przejsciach-mezczyzna-z.html

Była też w gościach śliczna Kaja, teraz Lea, która błyskawicznie znalazła dom u mojej, jak się okazało, sąsiadki. :)


wtorek, 27 lutego 2018

Już jutro

Pomarudzić troszkę przyszłam...


Już jutro jest dzień operacji Bonifacego. Myślę o tym bez przerwy. Wiem, że trzeba być dzielnym, ale tak bardzo mi go szkoda... Jednak dziś rano zobaczyłam coś, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że diagnoza czterech lekarzy jest trafna i nie ma wyjścia, trzeba pogodzić się z losem.  Mianowicie rano znalazłam w pokoju ślady szaleństw kocurka, po pierwsze świadczące o tym, że panicz miewa się coraz lepiej psychicznie, a po drugie, że rana na boliłapce nigdy nie ma szans się zagoić. Widocznie słabiej zabandażowałam chorą boliłapkę, bo bandaż zsunął się na tyle, że kot przemieszczając się po pokoju, zostawiał krwawe ślady. Były wszędzie! I na drapaku, i na słupko-drapaku, i na podłodze, i na drabince prowadzącej na górę do wysokości łóżka piętrowego! Bonifacy najwyraźniej szalał wraz z Dymkiem i Dumką! Bardzo, bardzo mnie to cieszy, ale jednocześnie pokazuje jeden z problemów: bezwładna łapka uderza jednym miejscem na nadgarstku za każdym krokiem kota i rana się odnawia. I nie wiem, ile bym jej nie smarowała balsamem Szostakowskiego, okładała srebrem, dezynfekowała i owijała specjalnymi gąbkami, to ona nie ma szans się zagoić na tej bezwładnej łapinie... To jeden z problemów, bo drugim jest to, że ona po prostu nie działa. Kot jej nie używa. 




Dziś rano - rozkwaszona rana. 


Amputacja jutro o osiemnastej. Bonifacego czeka bardzo ciężki dzień. 

Myślę, że dopiero około 20. będę coś wiedzieć. 
Trzymajcie kciuki, aby wszystko poszło dobrze.

PODPIS

PS. Może komuś Kajunię? Świetna psinka, kochana, kapitalna! Zabraliśmy ją z Przytuliska dla psów w Oławie, żeby nie marzła w te okrutne mrozy. Już się rozgościła na kanapie. :) 
Sunieczka szuka domu. 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...